Cześć wszystkim :) Skończyłam kolejną książkę Morgan Matson "Aż po horyzont" i czas się wziąć za opis :) Tak więc do dzieła.

W "Aż po horyzont" jak i "Lato drugiej szansy" widać pewne podobieństwa i autentyczny styl pisarki. Oczywiście to nie jest wadą, wręcz przeciwnie. Na prawdę miło było w niektórych momentach tej powieści powrócić do mojej najnowszej miłości, którą stało się "Lato drugiej szansy". Obie książki są świetne, jednak ja już pokochałam jedną z nich i niestety "Aż po horyzont" nią nie jest. Oczywiście, przeczytałam całość, jednak nie czułam się poruszona, nie odczuwałam konkretnych emocji jakie zazwyczaj towarzyszą mi przy czytaniu. Historia, moim zdaniem na prawdę ciekawa, ale do mnie nie trafia. Jestem pewna, że wielu z was ma odmienną opinię i słusznie, ponieważ ja mówię wam po prostu to co czuję. A niestety nie czuję nic oprócz malutkiego rozczarowania. Rozczarowania, ponieważ liczyłam na dużo więcej. Jednak to nie umniejsza geniuszu autorki ponieważ, na prawdę uważam, że pisze cudowanie. Bardzo doceniam to, że opisy są autentyczne, że sama przejechała te trasy i opisuje to czego sama w w wielu miejscach uświadczyła.
Bohaterowie wyruszają w podróż, jednak nie tą trasą, którą przygotowała mama Amy. Chcą przeżyć coś nowego i to im się udaje. W każdym kolejnym miejscu, stają się sobie bliżsi. W ciągu tych kilku dni poznali wiele osób a z każdej przebytej rozmowy uświadamiali sobie coś nowego i wartościowego.
Czasami warto jest się zbuntować i zrobić coś dla siebie.
Zachęcam do przeczytania tej powieści, może dla was okaże się idealna.
Jeśli macie już to za sobą to chętnie poznam waszą opinię. Może uda mi się spojrzeć na tą książkę z innej perspektywy.
Pozdrawiam was serdecznie :)
Zwariowana na punkcie książek Aga :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz